2025 – Lizbona i smaki Portugalii

Dzisiejszy odcinek będzie o portugalskim jedzeniu, ale ilustrowany zdjęciami mojej ulubionej Lizbony, żeby fotograficznie nie skupiać się wyłącznie na zawartości talerzy😅 Dla mnie kluczowe są trzy smaki: kotleciki bacalhau 🐟, smażone sardynki 🐠 i na deser – babeczki Pastel de Nata 🥧 Poświęciłam się w imię rzetelnych badań naukowych i dla dobra publicznego, sprawdzając pastéis w różnych konfiguracjach – pod względem smaku, możliwej ilości spożytej w ciągu dnia, miejsca wypieku i pory konsumpcji. Pastel de Nata wygląda niewinnie😎 Budyniowe nadzienie sugeruje coś lekkiego, ale nie dajcie się zwieść! Jest słodkie, a ciasto francuskie to konkretna dawka tłuszczu. Na szczęście zawężenie badań do w/w zakresu, pozwoliło mi na odpuszczenie liczenia kalorii. Warto zauważyć, że zjedzenie pasteis wymaga pewnego rytuału. Pod ręką, w każdej pastelarii, znajduje się cynamon oraz cukier puder, którymi można dodatkowo oprószyć babeczkę. Ja używam tylko cynamonu. Choć pasteis uchodzi za portugalski pewniak, okazuje się, że nawet w dobrze ocenianych miejscach nie zawsze smakuje tak, jak powinien. W ramach testu udało mi się zjeść trzy sztuki w krótkim odstępie czasu, co uznaję za granicę możliwości i rozsądku🙃 Najlepsze? W Castro w Porto, a w Lizbonie – w Manteigaria (jedna z cukierni tej sieci znajduje się w Time Out Market ). W innej pastelarii, tuż przed zamknięciem, trafiliśmy na ciepłe, świeżo wyciągnięte z pieca i cudownie chrupiące🤩 Ale w tym samym miejscu rano, smakowały jakby przeleżały noc. W innych pastelariach było podobnie. Na Maderze natomiast, smak był na tyle niedoskonały, że poświęciłam swe kubki smakowe wyłącznie na testowe zmagania z jednym egzemplarzem.
Zaobserwowałam też przedziwną rzecz kawową. Zamawiając w dwóch miejscach podwójne espresso (ulubione), dostawałam małe americano (nie lubię). Najlepiej więc przed zamówieniem, popatrzeć na bar lub zajęte stoliki i sprawdzić czy znajdują się na nich malutkie filiżanki, typowe dla espresso.

A jak wypadło ogólnie tegoroczne portugalskie jedzenie? Szału nie ma🙄 1 sztuka bacalhau za 5 euro, w specjalnym miejscu, z muzyką na żywo, które w zeszłym roku w Obidos było sztosem, tym razem w Porto, podano nam ledwo ciepłe. Ser w nadzieniu nawet nie miał szans się rozpuścić. W pewnym momencie tej podróży byłam skłonna przyznawać Gwiazdki Michelin za samo podanie gorącego dania 🔥 i marzyła mi się zupa z sieciówki Continente, tylko nie mieliśmy jej gdzie podgrzać. W Funchal pierwszy raz w życiu, w restauracji oddaliśmy jedzenie. Espada z bananem 🍌🐟 – jedno z klasycznych dań na Maderze – trafiło na nasz stół ledwo ciepłe. Po reklamacji wróciło do nas w tej samej temperaturze, więc uznałam, że to chyba jakaś nowa interpretacja dania, na którą ja się jednak nie piszę 🙄

Ale żeby nie było, że tylko narzekam – były też odkrycia! Najlepsze smażone sardynki i bacalhau? W 👉 Aheels Dine Restaurant w Lizbonie🏆 Jeśli chodzi o bifanę, tradycyjną portugalską bułkę z wołowiną – trafiliśmy na ekstra miejscówkę! W Bifanas Solar Da Madalena było ciasno, gwarno, pysznie i do tego tanio! Bifana za 3 euro, zupa za 1,50. Czego chcieć więcej? Otóż w Portugalii można chcieć więcej! Na przykład posłuchać wieczorem fado na żywo. Mnóstwo restauracji posiada taką ofertę dla osób, które chcą zjeść kolację przy tej tradycyjnej, portugalskiej muzyce. W niektórych miejscach płaci się za wieczór fado np. 40 Euro i dostaje w tej cenie kieliszek wina, w innych – za występ trwający mniej więcej tyle, co posiłek, nie płaci się dodatkowo. Cena dań nie jest wyższa niż w ciągu dnia. My skorzystaliśmy właśnie z takiej oferty. Mieliśmy przyjemność posłuchać m.in. Henriquety Baptisty. Przypomnieliśmy sobie, że widzieliśmy ją w reportażu o artystach śpiewających fado, którzy podczas pandemii stracili swoje źródło utrzymania. Po występie można było kupić płytę artystki. Mi się trafił również autograf oraz możliwość zrobienia pamiątkowego zdjęcia.

Niewątpliwie, mocnym portugalskim akcentem smakowym są też zapuszkowane😎” sardynki. Można je dostać w ekskluzywnej (również cenowo), wersji, w bardzo ciekawych i kolorowych sklepach. Sprzedawcy zwykle nie są nachalni, jeśli chodzi o oferowanie produktów, można więc spokojnie oglądać i robić zdjęcia. Nadruki na puszkach są przeróżne – zarówno eleganckie, ozdobne, jak i „ciekawostkowe” np. z rokiem urodzenia. Warto zajrzeć, zwłaszcza, że w różnych sklepach wystroje wnętrz różnią się tematycznie. Jeśli chcemy kupić sardynki do spożywania, a nie oglądania, można się udać do pierwszej lepszej sieciówki i tam oddać się sardynkowemu szaleństwu ilościowemu🙈 Uwielbiam portugalskie sardynki w oliwie z oliwek oraz w sosie pomidorowym. Kojarzą mi się ze śniadaniami w Portugalii, zjadanymi na rozpoczęcie kolejnego, cudnego dnia.

Podsumowując: w tym roku bywało różnie, jeśli chodzi o smaki 🤷‍♀️ Jednak – jak zawsze – warto szukać, bo dobre jedzenie i artysta – fadzista gdzieś czekają!
A jeśli chodzi o smak miasta Porto, to o kanapce zwanej Francesinha, możecie przeczytać tutaj.

3 komentarze. Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.
Aby kontynuować, musisz zaakceptować warunki

Poprzedni wpis
2025 – Madera -Funchal – Mercado i karnawał